Nasze hamaki powstają we współpracy z fundacją wzajemnej pomocy Barka w Poznaniu. Ta wyjątkowa organizacja pozarządowa powstała z inicjatywy dwojga psychologów. Stworzyli oni miejsce i alternatywny system pomocy dla ludzi „niechcianych i zapomnianych”. Na początku był to tylko dom dla osób wykluczonych, potem powstawało coraz więcej placówek na obrzeżach Poznania, teraz Barka jest już rozpoznawalna na skalę międzynarodową.
Oprócz niesienia dobrej wzajemnej pomocy, tworzeniu szkół animacji socjalnej i promowania ekonomii społecznej, Barka tworzy nowe miejsca pracy dla swoich podopiecznych. Możecie odwiedzić ich farmę ekologiczną, bufety, restauracje, stolarnie.

W jednym z takich poznańskich placówek powstało też nasze laboratorium UpNap – pracownia hamaka idealnego. To tu, pod okiem specjalisty, po wielu eksperymentach, wśród zwojów nierozrywalnych materiałów typu ripstop, szpuli nici poliestrowych i tablic zapisanych szyfrem ściegów, sztuka po sztuce powstają super upnapy.
Nareszcie, po wielu przekształceniach, które hamaki przeszły w Barce, wieszając nasz hamak, możecie być pewni jakości ręcznie wykonanej pracy.
Cieszy nas też myśl, że dzięki tej współpracy hamaki UpNap mają też swoją moc ukrytą między ściegami.

 


Wyprawa na Lwią Skałę 

Kończę pracę o piętnastej i biegnę na szlak. Po drodze tylko skały i kosówka. W plecaku hamak i pusta przestrzeń. Na kurtkę. Która z pośpiechu zostaje w domu.
Jak sę okazuje, by zdążyć na pokaz gimnastyki artystycznej na Trolltunga, warto wyjść wcześnie, razem z turystami. Około godziny jedenastej przy Lwiej Skale ustawia się kolejka, by zrobić sobie samotne zdjęcie w wyjątkowej pozie.

trolltunga

W drodze powrotnej spotykam Hiszpankę. Prosi o pomoc. Jej mąż ma problemy z sercem i oddychaniem. Co robić gdy nie ma zasięgu! Dziesięć godzin do doliny, pada deszcz, coraz gorsza pogoda i żadnego schronienia na całej długości szlaku. Biegnę w poszukiwaniu zasięgu. Kilka kilometrów niżej proszę o pomoc Andersa – Norwega. Towarzyszy mu Chorwatka. Mam nadzieję, że mąż Hiszpanki ma się dobrze i wszystko dobrze się skończy. Biegniemy. Jest sieć!

Anders prześciga wszystkich.20150722_211121

Gdy do niego docieram, kilka kilometrów niżej, widzę, jak biega po pobliskich skałach, przekazując skrawki informacji. Ciągle tracimy zasięg. Mija jakiś czas – robi się coraz zimniej. Przeczesuję plecak w poszukiwaniu kurtki i rozbawiam wszystkich, wyciągając hamak. Zawijam się w niego jak w kokon. Dostaję sweter od Andersa, przekazuję moją czapkę Chorwatce. I czekamy.
Dzwoni pilot i pyta, czy mamy jakiś jaskrawy materiał, by mógł nas namierzyć. Tak, mówi z uśmiechem Anders. Mamy żółto-niebieski hamak – jakby brak zdziwienia po drugiej strony słuchawki – tak, żółto-niebieski…
Po zaledwie piętnastu minutach słyszymy helikopter. Zauważa nas i leci dalej w poszukiwaniu opisanej przez nas pary.
W chwile po tym jak znikna za wzgórzem, a tymczasem spokojnym krokiem mija nas para Hiszpanów!

Okazuje się, że gdy udało im się zejść nieco niżej, serce zaczęło bić z powrotem spokojnym rytmem. Machamy hamakiem na helikopter, który wraca po chwili. Ląduje. Wybiega ratownik. Upewnia się, czy rzeczywiście mąż Hiszpanki da radę zejść sam i po mocnych uściskach dłoni, odlatuje.

– Jestem zaskoczona jak pomocni są ludzie tutaj – mówi zachwycona całą akcją Chorwatka.

– Znacie się ? – pyta wesoło Hiszpanka.

– Dopiero się poznaliśmy ale już jesteśmy dobrymi przyjaciółmi – mówi Anders.

Wszyscy zostajemy zapraszeni do Santiago de Compostella. W drodze powrotnej rozmawiamy o temperaturze w Santiago i o sercach…